W praktyce prowizję możesz zapłacić na trzy sposoby. Gotówką przy podpisaniu umowy — rzadko spotykane. Doliczoną do kapitału kredytu, którą potem spłacasz z odsetkami — najczęstsze rozwiązanie, ale najdroższe, bo płacisz odsetki od samej prowizji. Ostatnia opcja: potrącona z wypłaty kredytu — dostajesz na konto mniej, niż widnieje na umowie, ale spłacasz pełną kwotę.
Kwota prowizji jest negocjowalna, wbrew temu, co powie doradca w oddziale. W bankach z prowizją 8–12% zwykle da się zejść do 4–6%, jeśli masz kilka ofert konkurencyjnych i mówisz to głośno. W firmach pożyczkowych (Vivus, Wonga, SuperGrosz) prowizja jest zwykle sztywno wpisana w tabelę i tam negocjacja nie działa.
Jeśli spłacasz kredyt przed terminem, masz prawo do proporcjonalnego zwrotu prowizji. Wyrok TSUE C-383/18 z 2019 r. i wynikłe orzecznictwo polskiego SN jasno mówi: bank ma zwrócić część prowizji odpowiadającą niewykorzystanemu okresowi kredytowania. W 2026 r. wciąż wiele banków nie robi tego z własnej inicjatywy — musisz złożyć wniosek pisemny.
Najczęściej zadawane pytania
Bank komercyjny: 3–8%. Bank internetowy (mBank, ING): 0–5%. Firma pożyczkowa online: 8–15%. Chwilówka: od 0% (pierwsza za darmo) do maksymalnego limitu Ustawy antylichwiarskiej.
Tak. Proporcjonalna część należy się z mocy prawa (wyrok TSUE C-383/18). Wniosek pisemny do banku, powołując wyrok. Bank ma 30 dni na odpowiedź; brak zwrotu = skarga do UOKiK.
Suma kosztów pozaodsetkowych (prowizja + ubezpieczenie + opłaty) nie może przekroczyć 45% kwoty kredytu w pierwszym roku i 100% przez cały okres — art. 36a Ustawy o kredycie konsumenckim.